Pasmo niepowodzeń zafundowałam sobie sama. Może jestem za bardzo egoistyczną osobą, a może za bardzo chcę uszczęśliwić świat? Wszystko dookoła staje się takie, takie pod górkę. Każda drogą, którą idę, sprawia, że zamiast piąć się na górę, to spadam na łeb. Szukam odpowiedzi na wiele pytań , które mnie męczą, psychicznie i fizycznie. Biegam, ćwiczę tylko dlatego, że jak spływa po mnie pot to nie czuję bólu. Bo czuję go fizycznie i to co siedzi mi w głowie, już tak nie boli.
Cóż, nigdy nie byłam dobrym doradcą w kwestii związków, zresztą, Ci którzy tu są, sami o tym wiedzą. Ale wiecie do jakich wniosków ostatnio doszłam? Że my, ludzie lat 90tych, nie znamy czegoś takiego jak bycie wiernym ,nie wiemy co to znaczy kochać, rozmawiać szczerze ze sobą. Myślę , że na tym polega problem.
Bycie wiernym - niby takie to proste, a jednak. My jesteśmy odkrywcami, potrzebujemy wiecznie nowych bodźców, co jest zrozumiałe. Ale jeśli jest się z kimś, to przynajmniej ja, uważałam, że to jest logiczne- kocham = nie zdradzam, trwam, pomagam, szanuję, kocham, kocham szalenie. I dopiero to zrozumiałam za moim ostatnim związkiem , gdzie nie tylko zaangażowałam ciało do zmian, ale i psychikę, staram się pracować nad sobą, być kimś dla niego, żeby mówił "nooo, wow, to moja kobieta, nikomu nie oddam!". Decydując się na związek, kochając kogoś, starajcie się odkrywać codziennie, wychodźcie na długie spacery, trzymajcie się za ręce, śmiejcie się, obdarzajcie się tymi pięknymi emocjami, to naprawdę dużo wnosi. Mi brakuję tego czasu, chociażby żeby zacząć tańczyć w środku jakiegoś pola, przeżywać euforię. Z nim.
Kocham? Te słowa z dnia na dzień tracą na wartości. Mówi się to do ciała, do osobowości, a może do jeszcze czegoś innego. A powinno się tym uczuciem obdarowywać wszystko po trochu w tej drugiej osobie - zakochałam się, bo wyglądał jak Channing Tatum, pachniał tak pięknie, że moje nogi były jak z waty, uśmiech miał piękniejszy od słońca, był czuły, wrażliwy, zabawny, jego dotyk przyprawiał mnie o te przysłowiowe "motylki w brzuchu" . To jest miłość. Jednak żeby to miało jakąś wartość, trzeba umieć opanować swoje zwierzęce instynkty.
Rozmawianie ze sobą, to jest naprawdę, naaajważniejszy punkt tego postu. I zarazem najpiękniejsza czynność, jaką mogą robić ze sobą zakochani. To ułatwia tak wiele spraw, wyjaśnia, rozjaśnia nam sytuacje, te łatwe i trudne , w których się znajdujemy. Trzeba wziąć tą drugą osobę za rękę, posadzić ją na łóżku, naprzeciwko siebie, pogadać, ale tak szczerze, od serca, nie robić przed sobą tajemnic, nie kłamać, nie ukrywać niż przed swoją miłością, gdyż to prowadzi do rozpadu większości związków. Jak można ufać komuś, kto wiecznie coś ukrywa? kto nie jest szczery? Jak my, osoby, które mamy być ostoją swojej drugiej połówki, możemy jej pomóc nic nie wiedząc? no nie możemy, bo jak? każdy z nas chce sobie pomóc, ale bez rozmowy i wyjaśnienia, nie jesteśmy w stanie tego zrobić i jesteśmy bezsilni i zamiast się wspinać i zdobywać szczyty ( RAZEM ) to albo stoimy w miejscu albo w ogóle - spadamy.
Dlatego proszę Was, nie zapominajcie o sobie w najważniejszych momentach waszego życia. Jak się coś dzieje złego, czy radosnego - dzielcie się tym ze sobą! Nie ma przecież nic piękniejszego. Nie ograniczajcie się, do rozmów na fejsie, smsach, chwyćcie za telefon, powiedzcie to słodkie "cześć skarbie, kocham Cię!" . Zacznijcie naprawiać swoje błędy W TEJ CHWILI, żeby nie było za późno, nie dajcie za wygraną chwilowym słabościom, walczcie, walczcie do samego końca!
Kochani, naprawdę, nie poddawajcie się, trudny czas jest tylko przez chwilę, ale zawsze można go usunąć szybciej, wystarczy chcieć... Nie odtrącajcie tego, do czego wspólnie doszliście.
Jeśli to czytasz, to wierzę w Nas, w Was, razem pozbędziemy się trudnych chwil i wszystko przejdziemy razem, do końca. Wspólnie mamy ogromną moc.
Piosenka na dziś, która dała mi do myślenia, natchnęła do napisania tego posta.
Potem włączcie playliste Korteza.
W.