We wtorek kupiłam sobie książkę Nicholasa Sparksa "List w butelce". Opowiada nam historię kobiety koło trzydziestki - wysokiej wysportowanej brunetki, bardzo atrakcyjnej jak na swój wiek. Ma ona syna Kevina. Jest rozwódką, długo borykała się z samotnością, aż pewnego razu jej najlepsza przyjaciółka Daenna (czy jakoś tak) zaproponowała jej żeby wpadła do niej na weekend nad morze. Nasza główna bohaterka Theresa nie odmówiła - przydała się jej odskocznia od pracy w redakcji. Pewnego deszczowego poranka wybrała się na jogging, myśląc,że będzie to dzień jak codzień. Kiedy wraca już do domu, zobaczyła butelkę na brzegu - "chociaż zrobię dziś jeden dobry uczynek" pomyślała i podchodząc do butelki nie zdawała sobie sprawy co może ją zaraz spotkać. Wzięła ją do ręki i zobaczyła że coś jest w środku, odkorkowała ją. Trochę ze strachem i z przyśpieszonym biciem serca rozwinęła papier i zaczęła czytać. List był kierowany do zmarłej żony, opisane były uczucia z którymi walczy mężczyzna, przede wszystkim z samotnością. Po powrocie do domu przyjaciółka Theresy zapytała się czy wszystko w porządku i czemu na listość boską jest cała zapłakana. Kobieta opowiedziała o zajściu na plaży.Starsza koleżanka stwierdziła że to idealny materiał na artykuł, jednak nasza bohaterka nie była z tego bardzo zadowolona, ale się zgodziła, podpisując postaci z listu ich inicjałami. Po ukazaniu się artykułu Theresa dostała wiele maili, listów, telefonów jak bardzo wzruszył jej czytelników list opublikowany w gazecie. Dostała faxem kolejne dwa listy, tak samo piękne jak ten który sama znalazła. Kobieta z jednej strony się cieszyła,a z drugiej bardzo chciała poznać mężczyznę, który napisał ten list. Jej przyjaciółka zmusiła ją wręcz żeby pojechała i przekonała się z kim może mieć do czynienia. Daenna znalazła po nazwie łodzi, która była liście, osobę, która napisała list. Zarezerwowała Theresie bilet i hotel, a następnego dnia, nasza bohaterka była już w Willmington...
Znalezienie tajemnicznego mężczyzny było dość proste - miał sklep ze sprzętem do nurkowania. Kobieta zaraz się tam udała i znalazła w sklepie wiszącą ramkę i artykuł o łodzi i o samym Gerrecie (imię autora listów). Postanowiła udać się do portu i odszukać łódź. Okazało się że był to strzał w dziesiątkę. Gerret (wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, brunet, o pięknych błękitnych oczach.) zaprosił ją wieczorem na krótki rejs - kobieta zaimponowała mu zainteresowaniem o łodzi, nie każda osoba, a tym bardziej kobieta, znała się na rzeczy. Jak to wszystko się dalej potoczyło? Otóż wszystko szło na dobrą drogę, gdy pewnego dnia gdy Gerret był u Theresy, która wyszła z mieszkania na chwilę do sklepu, znalazł listy. Co za paradoks.
Mężczyzna nie mógł wybaczyć Theresie czemu nie powiedział mu na samym początku o listach, w sumie, co Wy byście zrobili na jej miejscu? Myślę, że większość z nas zachowałaby się jak główna bohaterka. Moim zdaniem nie okłamała Gerreta - jej zamiary były szczere, nie chodziło jej tylko o materiały do artykułów. Chciała poznać autora, jakby okazał się zupełnie inny niż w listach, drugiego dnia by wróciła do Bostonu, jednak została...
Wściekły mężczyzna wrócił do domu, aby kolejnego ranka otworzyć drzwi i zobaczyć w progu Theresę. Kochali się, dużo rozmawiali. Miło wszystko dobrze się skończyć, przynajmniej ja tak myślałam, lecz zwrot akcji potoczył się ku zerwaniu ze sobą i powrotu bohaterki do domu.
Po roku zadzwonił telefon Theresy, gdy wykonywała zwyczajną robotę - to ojciec Gerreta. Poprosił o to,by Theresa przyleciała do Willimngton. Theresa nie wiedziała czego może się spodziewać. Ojciec chłopaka oświadczył jej że syn wypłynął i już nie wrócił... Jego ciało znaleźli dwa dni temu.
Kobieta długo dochodziła do siebie, nie wychodziła z domu. Jej przyjaciółka się opiekowała zarównie nią, jak i Kevinem. Gdy już była w miarę opanowana emocjonalnie, zobaczyła w swojej gromadce poczty list. Był od jej miłości.
Mężczyzna opisuje, że to jego zmarła żona pokierowała list do niej,że akurat ona miała go znaleźć, że jest jego przeznaczeniem i że będzie o nią walczył, prosi o wybaczenie i o drugą szanse.
Po roku, kobieta wraca na tę samą plażę gdzie znalazła list, tym razem odpowiadając na swój.
" Ukochany,
Zaledwie rok minął od czasu, gdy siedziałam z Twoim ojcem w kuchni. Jest późno w nocy i chociaż z trudem znajduję słowa,nie mogę się oprzeć uczuciu, że nadeszła pora, abym odpowiedziała na Twój list.
Oczywiście, że Ci wybaczam. Wybaczam Ci teraz i wybaczyłam Ci w chwili gdy przeczytałam list. Zerwanie z Tobą było takie trudne, po raz drugi byłoby to niemożliwe. Kochałam Cię za bardzo,żeby ponownie zostawić.Ciągle zastanawiam się, co mogłoby się wydarzyć,ale czuję głęboką wdzięczność dla losu,że znalazłeś się w moim życiu,chociaż na tak krótko. Założyłam,że spotkaliśmy się, abym pomogła Ci przeżyć okres rozpaczy. Teraz, po roku, doszłam do wniosku,że było odwrotnie.
Jak na ironię, znalazłam się w tym samym miejscu, w którym Ty byłeś, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Gdy piszę, mocuję się z duchem kogoś, kogo bardzo kochałam. Teraz rozumiem, jak ciężko Ci było pogodzić się ze stratą i jak bolesne musiały być próby życia, jakby nic się nie stało. Czasami ogarnia mnie rozpacz, i chociaż wiem,że już nigdy się nie zobaczymy,część mnie chce pozostać przy Tobie na zawsze. Gdybym mogła się zakochać w kimś inny, może wtedy zbladłoby wspomnienie o Tobie. Oto paradoks. Ponieważ tak bardzo za Tobą tęsknie,ze względu na Ciebie nie lękam się przyszłości. Zakochałeś się we mnie, więc dałeś mi nadzieję. Nauczyłeś mnie,że można żyć dalej bez względu na rozpacz i żal.
Nie sądzę,abym była gotowa, ale to jest mój wybór. Nie obwiniaj się. Dzięki Tobie mam nadzieję,że przyjdzie dzień, w którym mój smutek zastąpi miłość. Dzięki Tobie mam siłę żyć dalej.
Nie wiem, czy umarli mogą wrócić na ziemię, choćby niewidzialni, od tych, których kochali,ale jeśli mogą, wiem że zawsze przy mnie będziesz. Kiedy słucham szumu oceanu, wydaje mi się , że to Twój szept. Gdy chłodna bryza pieści mój policzek, czuję,że jesteś przy mnie. Nie ma znaczenia, kto zjawi się w moim życiu. Stoisz teraz obok Boga, obok mojej duszy,pomagasz mi, kierujesz ku przeszłości,której nie potrafię przewidzieć.
Nie jest to pożegnanie, ukochany,ale podziękowanie. Dziękuję,że zjawiłeś się w moim życiu i dałeś radość. Dziękuję,że mnie kochałeś,że w zamian przyjąłeś moją miłość. Dziękuję,za wspomnienia,które będą ze mną na zawsze. Jednak najbardziej dziękuję za to, że pokazałeś mi, iż nadejdzie czas, kiedy będę mogła pozwolić Ci odejść.
T."
Wyrzuciła butelkę z całej siły i patrząc jak powoli znika jej z oczu kierując się w głąb oceanu, wróciła do samochodu z pewnością, że Garret dostanie list.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz