sobota, 24 lutego 2018

I pewnie świat Cię denerwuje jak Alutka Jędrulę

Nie wiem czy wy często zastanawiacie się nad swoim życiem, macie jakieś wewnętrze refleksje na jego temat. Co mogę zmienić, co zyskać, co , co , co. Ja obecnie mam jakąś złą passę. Niby wszystko jest okej, a wewnątrz siebie, czuję, że w sumie wali mi się grunt pod nogami.
Pasmo niepowodzeń zafundowałam sobie sama. Może jestem za bardzo egoistyczną osobą, a może za bardzo chcę uszczęśliwić świat? Wszystko dookoła staje się takie, takie pod górkę. Każda drogą, którą idę, sprawia, że zamiast piąć się na górę, to spadam na łeb.  Szukam odpowiedzi na wiele pytań , które mnie męczą, psychicznie i fizycznie. Biegam, ćwiczę tylko dlatego, że jak spływa po mnie pot to nie czuję bólu. Bo czuję go fizycznie i to co siedzi mi w głowie, już tak nie boli. 
Cóż, nigdy nie byłam dobrym doradcą w kwestii związków, zresztą, Ci którzy tu są, sami o tym wiedzą. Ale wiecie do jakich wniosków ostatnio doszłam? Że my, ludzie lat 90tych, nie znamy czegoś takiego jak bycie wiernym ,nie wiemy co to znaczy kochać, rozmawiać szczerze ze sobą. Myślę , że na tym polega problem. 
Bycie wiernym - niby takie to proste, a jednak. My jesteśmy odkrywcami, potrzebujemy wiecznie nowych bodźców, co jest zrozumiałe. Ale jeśli jest się z kimś, to przynajmniej ja, uważałam, że to jest logiczne- kocham = nie zdradzam, trwam, pomagam, szanuję, kocham, kocham szalenie. I dopiero to zrozumiałam za moim ostatnim związkiem , gdzie nie tylko zaangażowałam ciało do zmian, ale i psychikę, staram się pracować nad sobą, być kimś dla niego, żeby mówił "nooo, wow, to moja kobieta, nikomu nie oddam!". Decydując się na związek, kochając kogoś, starajcie się odkrywać codziennie, wychodźcie na długie spacery, trzymajcie się za ręce, śmiejcie się, obdarzajcie się tymi pięknymi emocjami, to naprawdę dużo wnosi. Mi brakuję tego czasu, chociażby żeby zacząć tańczyć w środku jakiegoś pola, przeżywać euforię. Z nim.
Kocham? Te słowa z dnia na dzień tracą na wartości. Mówi się to do ciała, do osobowości, a może do jeszcze czegoś innego. A powinno się tym uczuciem obdarowywać wszystko po trochu w tej drugiej osobie - zakochałam się, bo wyglądał jak Channing Tatum, pachniał tak pięknie, że moje nogi były jak z waty, uśmiech miał piękniejszy od słońca, był czuły, wrażliwy, zabawny, jego dotyk przyprawiał mnie o te przysłowiowe "motylki w brzuchu" . To jest miłość. Jednak żeby to miało jakąś wartość, trzeba umieć opanować swoje zwierzęce instynkty.
Rozmawianie ze sobą, to jest naprawdę, naaajważniejszy punkt tego postu. I zarazem najpiękniejsza czynność, jaką mogą robić ze sobą zakochani. To ułatwia tak wiele spraw, wyjaśnia, rozjaśnia nam sytuacje, te łatwe i trudne , w których się znajdujemy. Trzeba wziąć tą drugą osobę za rękę, posadzić ją na łóżku, naprzeciwko siebie, pogadać, ale tak szczerze, od serca, nie robić przed sobą tajemnic, nie kłamać, nie ukrywać niż przed swoją miłością, gdyż to prowadzi do rozpadu większości związków. Jak można ufać komuś, kto wiecznie coś ukrywa? kto nie jest szczery? Jak my, osoby, które mamy być ostoją swojej drugiej połówki, możemy jej pomóc nic nie wiedząc? no nie możemy, bo jak? każdy z nas chce sobie pomóc, ale bez rozmowy i wyjaśnienia, nie jesteśmy w stanie tego zrobić i jesteśmy bezsilni i zamiast się wspinać i zdobywać szczyty ( RAZEM ) to albo stoimy w miejscu albo w ogóle - spadamy. 
Dlatego proszę Was, nie zapominajcie o sobie w najważniejszych momentach waszego życia. Jak się coś dzieje złego, czy radosnego - dzielcie się tym ze sobą! Nie ma przecież nic piękniejszego. Nie ograniczajcie się, do rozmów na fejsie, smsach, chwyćcie za telefon, powiedzcie to słodkie "cześć skarbie, kocham Cię!" . Zacznijcie naprawiać swoje błędy W TEJ CHWILI, żeby nie było za późno, nie dajcie za wygraną chwilowym słabościom, walczcie, walczcie do samego końca! 

Kochani, naprawdę, nie poddawajcie się, trudny czas jest tylko przez chwilę, ale zawsze można go usunąć szybciej, wystarczy chcieć... Nie odtrącajcie tego, do czego wspólnie doszliście. 
Jeśli to czytasz, to wierzę w Nas, w Was, razem pozbędziemy się trudnych chwil i wszystko przejdziemy razem, do końca. Wspólnie mamy ogromną moc. 



Piosenka na dziś, która dała mi do myślenia, natchnęła do napisania tego posta. 
Potem włączcie playliste Korteza. 




W. 

piątek, 3 listopada 2017

wynikające z obserwacji

Wróciłam do domu na parę dni odwiedzić rodziców, nacieszyć się ich obecnością, powrócić do wspomnień i przede wszystkim do rzeczy, które niegdyś mnie mocno irytowały.
Jak byłam młodsza, uwaga zwracana przez rodziców zawsze była zbędna, bo przecież ja nic nie zrobiłam, co oni ode mnie chcą? Jednak teraz, jak nie mieszkam w rodzinnym domu, cholernie brakuje mamy krzątającej się po kuchni , podśpiewującej piosenki z radia, taty, który robił za orzełka w rodzinie, jego śmiesznych żartów. 
Dopiero teraz również widzę tę miłość, którą siebie dążą. Jest to po prostu coś wspaniałego, coś , co odejmuje mi mowę.  Mama troszcząca się o tatę w czasie złego samopoczucia, Tatę, który służy zawsze mamie pomocą, bez względu na to czy to faktycznie wymaga jego atencji czy jest to taka typowa zachcianka. Bardzo wzruszyło mnie wiele sytuacji , które tak nagle zaczęłam zauważać. Tą wrażliwość, bezpieczeństwo, które zawsze starali się utrzymać. 
Bardzo za tym tęsknie i żałuję, że musiałam się wyprowadzić, aby teraz to dopiero docenić.
Stańcie kiedyś z boku, podsłuchajcie rozmowy rodziców i dostrzegajcie to, czego na pierwszy rzut oka nie widać, bo może to być ta najważniejsza kwestia, który my, młodzi, pomijamy - miłość, wrażliwość.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

dorosłość? Stanowcze NIE.

Jak wielu ludzi w moim wieku albo wieku do mnie zbliżonym, zadaje sobie pytania, na które nie zna odpowiedzi. W tym oczywiście mój umysł, bo jakżeby inaczej - podróże tramwajami, pociągami stwarzają atmosferę idealną wręcz do pobudzenia mózgu i zastanawiania się nam prostymi, jak do tej pory, rzeczami.
A teraz jest inny moment, chwila przerażenia, bo jak to, to już, dorosłość? Wcześniej to zagadnienie było wręcz moim pragnieniem, a im bliżej spełnienia go, tym większy mam strach, opór przed dorośnięciem. Strach, ale przed czym? Chyba przed samodzielnością. Przeraża mnie wizja tej "dorosłości", w której tkwią nasi rodzice. A może to jest jedynie obaw monotonii? Wpadnięcie w stały rytuał wykonywanych prac, obowiązków.
Czuję się w ostatnich dniach dość niedojrzale, tak, jakbym przed chwilą skończyła 16 lat i wchodziła w świat dla mnie tajemniczy z wielkimi, czerwonymi znakami zapytania- ALE JAK TO?
No właśnie. Ale jak to.
Mam wiele planów na dalszą przyszłość, tylko za tym idą zmartwienia, czy na pewno podobałam, czy dam radę.
Na podsumowanie tej notatki o wszystkim - a w zasadzie o niczym - powiem tak:
MATURA      , KOCHANI
 TO
ZŁO!

sobota, 1 października 2016

Jesień

Dla niektórych to czas depresji, zaczęcia szkoły ( :) ) , rozstań, zmian i wszystko co da się wymyślić.  Dla mnie to czas szczególnego skupienia się na nauce, bo matura nadchodzi wielkimi krokami, ciągłego myślenia o mojej miłości, ale i pracy nad sobą.
Pewnie nie jedna/jeden z Was czasami miał takie myśli, które go nękały, że coś się zrobiło kiedyś źle i że to może się odbić na Was w jakiś sposób, coś w stylu karmy. Otóż mnie to akurat nie dotyczy, bo od jakiegoś czasu stosuję metodę - ile dobra dasz komuś/czemuś z siebie, tyle dobra do Ciebie wróci. Staram się przekazywać jak najwięcej pozytywnej energii (oczywiście miewam chwile załamania, gdzie mówię, że wszystko jest do dupy i wszystko dookoła jest złe i fu! ) , pomocy innym, podtrzymywać tymczasem swoją drugą połówkę, bo przecież jesteście teraz jedną całością.
W mailach zadajecie mi pytania, czy jest sens wchodzić w związki "na odległość", jak dajemy sobie radę, czy nas to nie boli... Kochani, teraz przeczytajcie uważnie to, co napiszę: Moim zdaniem, jeśli kogoś się pokochało, zaczyna się czuć przysłowiowe "motylki w brzuchu", jeśli wszystko dookoła się nie liczy i bez tej osoby patrzysz na świat w szarościach, a nie w barwach = oczywiście, że jest sens. Nie wolno skreślać kogoś na starcie za to, że mieszka pare kilometrów od siebie, bo kilometry to tak na prawdę żaden dystans, jeśli się chce! No chyba że jesteście dopiero na etapie "poznawania się" np. hej jaki kolor jest twój ulubiony? to raczej wiadomo, że bez sensu jest robić sobie plany dotyczące tej osoby.
Jak my sobie z tym radzimy... Jakoś. Dużo piszemy, mówimy sobie co czujemy, UFAMY SOBIE*, staramy się często ze sobą rozmawiać (akurat w naszym przypadku rzadko się to sprawdza, przez co Oskar się gniewa, bo mi się coś ubzdurało w głowie, że zawsze trafię na zły moment dzwonienia i on akurat w tej chwili będzie zajęty, KOBIETY.), dzielimy ze sobą życie, nie mamy przed sobą tajemnic, a jak juz dojdzie do zgrzytu, to staramy się nie iść na noże, tylko załatwić to najprościej w świecie - szczerą rozmową*.
*Ufać sobie to jak dla mnie podstawa podstaw związku. Jeśli się nie daży swojej drugiej połówki tym "uczuciem" (nie mam pojęcia jak to określić), to mogę powiedzieć od razu, że to się nie uda. Będziesz siedzieć w rogu łóżka z kubkiem kawy albo puchą z energetykiem, słuchać dołujących piosenek i odbiegać myślami, budzić podejrzenia (które żyją tylko w twojej głowie!!), bez sensu się zamartwiać. Wiadomo, ja czasami też przesadzam i robię wielkie sceny jaka to ja jestem zła i wściekła na mojego misia za to, że coś tam, ale tak od czasu do czasu trzeba sobie zrobić głupotkę.
*Szczerą rozmowę również uważam za wcześniej wspomnianą podstawę. W ogóle zauważyłam, że ludzie mają problemy z mówieniem tego co czują, z pisaniem tak nie, ale z mówieniem to kompletna klapa, a uwierzcie mi na słowo, że ta druga osoba bardzo potrzebuje być utwierdzana w przekonaniu, że jest dla Was całym światem. Musicie ze sobą rozmawiać, mówić co Wam nie pasuje, a co tak, starać się naprawiać to co się psuje, słuchać siebie nawzajem, nauczyć się iść na kompromis, tłumaczyć sobie dużo rzeczy. Myślę, że dzięki temu to powinno się udać.
Wszystko to mówię jakbym była jakimś Masterem od związków, wcale tak nie jest, ale już z kwestią czasu, tych "związków" wiem, co robiłam źle i staram się tego nie powtarzać. Chcę być najlepszą dziewczyną na świecie i żeby On nigdy nie musiał na mnie narzekać i mówić "Jezu, to znowu ona".
Dziękuje Wam za te wszystkie wiadomości! To daje mi dużo energii do pisania i pomimo tego, że ten blog nie jest bardzo jakoś popularny to nawet mnie to cieszy, bo są tutaj ze mną naprawdę wspaniali ludzie, którym chcę pomagać. Hm, za te negatywne też dziękuję, zawsze wnoszą chęć poprawki i dążenia do bycia lepszym, jak wspomniałam ;)
Jeśli tu dotarłeś/aś to naprawdę Cię podziwiam i gratuluję!
Do następnego,
~W.

poniedziałek, 19 września 2016

witaj szkoło

Najbardziej bolące słowa, które przeszywają moją głowę w ostatnich tygodniach  to zdecydowanie "matura" i "tęsknota".
2016/2017 rok pełen nauki, spełnienia oczekiwań władz wyższych,by nikogo nie zawieźć wynikami. Teoretycznie pełen zabawy,ale jakby nie patrzeć będą to pojedyncze akcje. Dobija mnie fakt, ten rytuał - szkoła, dom, nauka,spać ,szkoła, nauka, dom,nauka,spać. A gdzie czas dla nas? Otóż ja go ostatnio za dużo nie mam.
Wszystko kręci się praktycznie wokół tej szkoły, pytań - wiesz co chcesz już robić? co zdajesz na maturze? a na jaką uczelnie chcesz iść?
Z biegiem czasu te wszystkie pytania stają się rutyną, która jest irytująca,ale i pod pewnymi względami martwiąca,bo jeśli masz zarys tego co chcesz robić,ale nic Ci nie odpowiada, to co dalej? Nic. Ale 'nic' wcale nie robi się najlepiej.
Przydałby się znak STOP, do tych zagadnień, do czasu,szczególnie weekendami, późnymi wieczorami , gdy jesteśmy razem.
Każdą wolną chwilę spędzam z myślami o nim, o marzeniach z nim związanych. Każdy po uszy zakochany człowiek chyba tak miał? Jestem wyjątkową szczęściarą, bo ja już trafiłam na tego "jedynego". I niby tak każdy mówi,z czasem się sypnie,ale nie mówcie tak za wszystkich. Pomimo,że dzieli nas 340pare km, dam radę. Mamy miłość i siłę ducha, nie wiem co by musiało się stać żebyśmy nie dali rady.
Ja nie wiem,nie umiem Wam nawet ładnie ubrać w słowa mojego aktualnego stanu i poziomu zakochania, na prawdę.
Pierwszy raz spotkałam człowieka,który nie troszczy się tylko o swój kawałek zadka, tylko o dwa zadki - o mój i jego; który jest wrażliwy i czuły, nie krzyczy i stara się mi tłumaczyć, z taką dużą dawką cierpliwości i o anielskim spokoju, który po prostu pokazuje mi co to znaczy miłość. Tak kochani, on nauczył mnie kochać.
Dziękuje Ci za to kochanie, za to wszystko co już wiesz, ale i za to co czego się kiedyś dowiesz. Kazałeś mi na siebie czekać ponad 18 lat, ale teraz wiem,że te 18 lat były bez Ciebie niczym, kocham Cię.
Wiki

czwartek, 4 sierpnia 2016

long break

No hej!
Gdybym miała Wam opowiadać co u mnie to byście byli zaskoczeni albo w sumie i nie... 
25 sierpnia poprawka z matmy, po 3 latach walki z Panią od matmy w końcu zobaczy mnie w sierpniu, nie mogę się doczekać!! 
Co jeszcze...moje życie miłosne - domyślam się,że interesuje Was najbardziej, także, moja miłość jest 311 kilometrów ode mnie, ma 196 cm wzrostu, dołeczki w policzkach, ciemne włosy, oczy w kolorze mlecznej czekolady, no i jest mendą straszną. Opowiedzieć jak to było? Albo o! Opowiem w następnym poście, teraz bardziej poruszę temat, który męczy mnie od tygodnia. 
Mieliście kiedyś tak,że czuliście się bezużyteczni? Tacy wiecie... że nikt Was nie potrafi zrozumieć? Pomimo tego,że mówicie jak bardzo Wam źle, z czym macie problem, za kim tęsknicie i z czym sobie nie radzicie, to nikt nie daje Wam sensownych rad? 
Nie, nie użalam się nad sobą, tylko czuję się taka ostatnio szczególnie krucha, przez to może, że życie mi ucieka jak piasek przez palce, czas leci jak szalony, a z dnia na dzień ja staję się coraz starsza i zaczynam rozumieć ten okropny stan, a mianowicie "dorosłość". 
Myślałam, że jak skończę to 18 lat to nic się nic zmieni; będę nosić po prostu 2 dokumenty w portfelu więcej,ale myliłam się, To wiek trudnych wyborów, decyzji możliwe na całe życie już bez powrotu. Zadajemy sobie pytanie "Co chce w życiu robić?" i większość z nas ma mętlik w głowie i wszystko totalnie się nam miesza. U mnie bardziej chodzi o to, że zrozumiałam to pojęcie od tej strony - więcej rozsądniejszych wyborów, przemyślanych spraw niż stawiać na pierwszym miejscu przyjemności. 
Powiem Wam,że nie spodziewałam się, że właśnie tak będzie wyglądać moje życie jeszcze dwa miesiące temu, czy czegoś żałuję? Nie. Życie jest krótkie i chcę czerpać z niego jak najwięcej. Każda chwila ma wagę złota. 
Nie mogę obiecać, że odezwę się w tym tygodniu, ale postaram się. Pomimo, że rzadko tu bywam, myślami jestem z Wami!
Do kolejnego!
~W. 

niedziela, 10 kwietnia 2016

nie wiem

Rozstania to bardzo smutny temat, który do najmilszych nie należy. Kiedy twój najlepszy przyjaciel przechodzi właśnie takie coś, potrzebuje duuużo czekolady i bardzo dużo czasu, duuuuużo czasu. Pogodzić się z bólem jest ciężko. Dlatego z okazji tego ,że jestem super przyjaciółkom pomagam moim znaojmych wyleczyć się z tych głąbów, ech. Jak to dobrze przywyknąć do bycia samym. Nawet jeśli się kogoś tam miało.
W większości sytuacji czuję się taka bardzo nieporadna i niepotrzebna, w kwestii znajomych, szczególnie ostatnio. Może to już po prostu moje wydzimisie, za często randkuje z matematyką, to na pewno tego wina (na bank!!!).
Nie mówię,że wszystko się nie układa, we wtorek (12.04) przy ulicy Spokojnej 13 odbywa się mój wersniaż ( mój i Domci) o godzienie 19.00 , więc jeśli masz chwilkę, to byłoby mi bardzo miło, gdybyś przyszła/przyszedł. :)
Po wystawię będę mieć troszkę więcej luzu, chciałabym zrobić wiele sesji; czuję,że muszę iść do przodu, coś zrobić, coś zdziałać. Mam w głowie mega opór kombinacji na zdjęcia, dziwne połączenia, to może być strzał w 10.
Co do szkoły - jakoś. Oprócz tego,  że nie chce mi się do niej chodzić, nie chodzi już nawet o całokształ szkoły, ale Ci ludzie niektórzy przyprawiają mnie o takiego nerwa, że pojęcia nie macie. Z tym ,że jestem w trzeciej klasie technikum dopiero za rok będę mieć studniówkę (o ile zdam hehe). No i teraz trzeba ją jakoś zorganizować, więc jest szał macic, wielkie poruszenie NIE TA SALA JEST BRZYDKA, A WIDZIAŁAŚ TE BELKI? SPADNĄ CI NA GŁOWĘ; JA MUSZĘ CZUĆ SIĘ JAK KSIĘŻNICZKA, WYBIERAMY PAŁAC ZA 1200 ZŁOTY OD OSOBY!
JA PIERYKAM ludzie!! Czy to jest ważne? Nie patrzmy też tak na wystrój, patrzmy na to żeby się dobrze bawić w gronie takim, jakim jesteśmy. Nie liczy się miejsce, tylko to, żeby mieć jak najlepsze wspomnienia. Może jestem dziwna i mam myślenie debila, ale dla mnie ta cała impreza mogłaby się odbyć na sali gimanstycznej... Kameralnie, oficjalnie i w ogóle. Na głupotę ludzi nic się nie poradzi.
Moje życie w ostatnich dniach przypomina kocioł, wszystkiego jest za dużo i to jeszcze tak pogmatwane, gorzej niż słuchawki zostawione w kieszeni. WŁAŚNIE, dziś biorąc bezrękawnik z szafy, włożyłam rękę do kieszeni i znalazłam słuchawki, których szukałam ponad rok! A już zaczęłam podjrzewać tate, że sobie wiecie, przywłaszczył i że niby jego, mój tatuniek bardzo lubi taki styl.
Ale co do tego syfu zamiast życia - stwierdziłam,że nie będę udawać dorosłej. Życie ma się jedno, a nie chce go zmarnować nie kierowanie się tylko tym co wypadałoby zrobić albo podobne takie pierdoły. Nie czuje kompletnie, że się spełniam. Do czego bym się nie dotknęła to jest jeszcze gorzej i zastanawiam się czy to jest po prostu jakieś przesilenie wiosenne (mhm, ta) czy jest już coś ze mną nie tak. Nie jestem w stanie zrozumieć serio pewnych swoich decyzji, Raz coś kończę, potem do tego wracam , ale lekko zmieniam, żeby wszystkim odpowiadało. Nie patrząc na siebie. Wiem,że teraz zaprzeczam sama sobie i poprzedniom wpisom. Wcześniej wydawałam się bardzo konsekwentna i wiedziałam co robię... ale teraz. Teraz jest inaczej. Totalnie się pogubiłam. I wiecie co? Najchętniej to bym się spakowała i sobie gdzieś pojechała na weekend albo coś. Odpoczeła od tego pierdzielnika co jest dookoła mnie, odetchnęła innym powietrzem, a przede wszystkim zresetowała mózg i dopiero wtedy wróciła z nowymi decyzjami i wyjściami.
Może to nie jest wcale zły pomysł, hmm...
~W.