Najbardziej bolące słowa, które przeszywają moją głowę w ostatnich tygodniach to zdecydowanie "matura" i "tęsknota".
2016/2017 rok pełen nauki, spełnienia oczekiwań władz wyższych,by nikogo nie zawieźć wynikami. Teoretycznie pełen zabawy,ale jakby nie patrzeć będą to pojedyncze akcje. Dobija mnie fakt, ten rytuał - szkoła, dom, nauka,spać ,szkoła, nauka, dom,nauka,spać. A gdzie czas dla nas? Otóż ja go ostatnio za dużo nie mam.
Wszystko kręci się praktycznie wokół tej szkoły, pytań - wiesz co chcesz już robić? co zdajesz na maturze? a na jaką uczelnie chcesz iść?
Z biegiem czasu te wszystkie pytania stają się rutyną, która jest irytująca,ale i pod pewnymi względami martwiąca,bo jeśli masz zarys tego co chcesz robić,ale nic Ci nie odpowiada, to co dalej? Nic. Ale 'nic' wcale nie robi się najlepiej.
Przydałby się znak STOP, do tych zagadnień, do czasu,szczególnie weekendami, późnymi wieczorami , gdy jesteśmy razem.
Każdą wolną chwilę spędzam z myślami o nim, o marzeniach z nim związanych. Każdy po uszy zakochany człowiek chyba tak miał? Jestem wyjątkową szczęściarą, bo ja już trafiłam na tego "jedynego". I niby tak każdy mówi,z czasem się sypnie,ale nie mówcie tak za wszystkich. Pomimo,że dzieli nas 340pare km, dam radę. Mamy miłość i siłę ducha, nie wiem co by musiało się stać żebyśmy nie dali rady.
Ja nie wiem,nie umiem Wam nawet ładnie ubrać w słowa mojego aktualnego stanu i poziomu zakochania, na prawdę.
Pierwszy raz spotkałam człowieka,który nie troszczy się tylko o swój kawałek zadka, tylko o dwa zadki - o mój i jego; który jest wrażliwy i czuły, nie krzyczy i stara się mi tłumaczyć, z taką dużą dawką cierpliwości i o anielskim spokoju, który po prostu pokazuje mi co to znaczy miłość. Tak kochani, on nauczył mnie kochać.
Dziękuje Ci za to kochanie, za to wszystko co już wiesz, ale i za to co czego się kiedyś dowiesz. Kazałeś mi na siebie czekać ponad 18 lat, ale teraz wiem,że te 18 lat były bez Ciebie niczym, kocham Cię.
Wiki
poniedziałek, 19 września 2016
czwartek, 4 sierpnia 2016
long break
No hej!
Gdybym miała Wam opowiadać co u mnie to byście byli zaskoczeni albo w sumie i nie...
25 sierpnia poprawka z matmy, po 3 latach walki z Panią od matmy w końcu zobaczy mnie w sierpniu, nie mogę się doczekać!!
Co jeszcze...moje życie miłosne - domyślam się,że interesuje Was najbardziej, także, moja miłość jest 311 kilometrów ode mnie, ma 196 cm wzrostu, dołeczki w policzkach, ciemne włosy, oczy w kolorze mlecznej czekolady, no i jest mendą straszną. Opowiedzieć jak to było? Albo o! Opowiem w następnym poście, teraz bardziej poruszę temat, który męczy mnie od tygodnia.
Mieliście kiedyś tak,że czuliście się bezużyteczni? Tacy wiecie... że nikt Was nie potrafi zrozumieć? Pomimo tego,że mówicie jak bardzo Wam źle, z czym macie problem, za kim tęsknicie i z czym sobie nie radzicie, to nikt nie daje Wam sensownych rad?
Nie, nie użalam się nad sobą, tylko czuję się taka ostatnio szczególnie krucha, przez to może, że życie mi ucieka jak piasek przez palce, czas leci jak szalony, a z dnia na dzień ja staję się coraz starsza i zaczynam rozumieć ten okropny stan, a mianowicie "dorosłość".
Myślałam, że jak skończę to 18 lat to nic się nic zmieni; będę nosić po prostu 2 dokumenty w portfelu więcej,ale myliłam się, To wiek trudnych wyborów, decyzji możliwe na całe życie już bez powrotu. Zadajemy sobie pytanie "Co chce w życiu robić?" i większość z nas ma mętlik w głowie i wszystko totalnie się nam miesza. U mnie bardziej chodzi o to, że zrozumiałam to pojęcie od tej strony - więcej rozsądniejszych wyborów, przemyślanych spraw niż stawiać na pierwszym miejscu przyjemności.
Powiem Wam,że nie spodziewałam się, że właśnie tak będzie wyglądać moje życie jeszcze dwa miesiące temu, czy czegoś żałuję? Nie. Życie jest krótkie i chcę czerpać z niego jak najwięcej. Każda chwila ma wagę złota.
Nie mogę obiecać, że odezwę się w tym tygodniu, ale postaram się. Pomimo, że rzadko tu bywam, myślami jestem z Wami!
Do kolejnego!
~W.
niedziela, 10 kwietnia 2016
nie wiem
Rozstania to bardzo smutny temat, który do najmilszych nie należy. Kiedy twój najlepszy przyjaciel przechodzi właśnie takie coś, potrzebuje duuużo czekolady i bardzo dużo czasu, duuuuużo czasu. Pogodzić się z bólem jest ciężko. Dlatego z okazji tego ,że jestem super przyjaciółkom pomagam moim znaojmych wyleczyć się z tych głąbów, ech. Jak to dobrze przywyknąć do bycia samym. Nawet jeśli się kogoś tam miało.
W większości sytuacji czuję się taka bardzo nieporadna i niepotrzebna, w kwestii znajomych, szczególnie ostatnio. Może to już po prostu moje wydzimisie, za często randkuje z matematyką, to na pewno tego wina (na bank!!!).
Nie mówię,że wszystko się nie układa, we wtorek (12.04) przy ulicy Spokojnej 13 odbywa się mój wersniaż ( mój i Domci) o godzienie 19.00 , więc jeśli masz chwilkę, to byłoby mi bardzo miło, gdybyś przyszła/przyszedł. :)
Po wystawię będę mieć troszkę więcej luzu, chciałabym zrobić wiele sesji; czuję,że muszę iść do przodu, coś zrobić, coś zdziałać. Mam w głowie mega opór kombinacji na zdjęcia, dziwne połączenia, to może być strzał w 10.
Co do szkoły - jakoś. Oprócz tego, że nie chce mi się do niej chodzić, nie chodzi już nawet o całokształ szkoły, ale Ci ludzie niektórzy przyprawiają mnie o takiego nerwa, że pojęcia nie macie. Z tym ,że jestem w trzeciej klasie technikum dopiero za rok będę mieć studniówkę (o ile zdam hehe). No i teraz trzeba ją jakoś zorganizować, więc jest szał macic, wielkie poruszenie NIE TA SALA JEST BRZYDKA, A WIDZIAŁAŚ TE BELKI? SPADNĄ CI NA GŁOWĘ; JA MUSZĘ CZUĆ SIĘ JAK KSIĘŻNICZKA, WYBIERAMY PAŁAC ZA 1200 ZŁOTY OD OSOBY!
JA PIERYKAM ludzie!! Czy to jest ważne? Nie patrzmy też tak na wystrój, patrzmy na to żeby się dobrze bawić w gronie takim, jakim jesteśmy. Nie liczy się miejsce, tylko to, żeby mieć jak najlepsze wspomnienia. Może jestem dziwna i mam myślenie debila, ale dla mnie ta cała impreza mogłaby się odbyć na sali gimanstycznej... Kameralnie, oficjalnie i w ogóle. Na głupotę ludzi nic się nie poradzi.
Moje życie w ostatnich dniach przypomina kocioł, wszystkiego jest za dużo i to jeszcze tak pogmatwane, gorzej niż słuchawki zostawione w kieszeni. WŁAŚNIE, dziś biorąc bezrękawnik z szafy, włożyłam rękę do kieszeni i znalazłam słuchawki, których szukałam ponad rok! A już zaczęłam podjrzewać tate, że sobie wiecie, przywłaszczył i że niby jego, mój tatuniek bardzo lubi taki styl.
Ale co do tego syfu zamiast życia - stwierdziłam,że nie będę udawać dorosłej. Życie ma się jedno, a nie chce go zmarnować nie kierowanie się tylko tym co wypadałoby zrobić albo podobne takie pierdoły. Nie czuje kompletnie, że się spełniam. Do czego bym się nie dotknęła to jest jeszcze gorzej i zastanawiam się czy to jest po prostu jakieś przesilenie wiosenne (mhm, ta) czy jest już coś ze mną nie tak. Nie jestem w stanie zrozumieć serio pewnych swoich decyzji, Raz coś kończę, potem do tego wracam , ale lekko zmieniam, żeby wszystkim odpowiadało. Nie patrząc na siebie. Wiem,że teraz zaprzeczam sama sobie i poprzedniom wpisom. Wcześniej wydawałam się bardzo konsekwentna i wiedziałam co robię... ale teraz. Teraz jest inaczej. Totalnie się pogubiłam. I wiecie co? Najchętniej to bym się spakowała i sobie gdzieś pojechała na weekend albo coś. Odpoczeła od tego pierdzielnika co jest dookoła mnie, odetchnęła innym powietrzem, a przede wszystkim zresetowała mózg i dopiero wtedy wróciła z nowymi decyzjami i wyjściami.
Może to nie jest wcale zły pomysł, hmm...
~W.
W większości sytuacji czuję się taka bardzo nieporadna i niepotrzebna, w kwestii znajomych, szczególnie ostatnio. Może to już po prostu moje wydzimisie, za często randkuje z matematyką, to na pewno tego wina (na bank!!!).
Nie mówię,że wszystko się nie układa, we wtorek (12.04) przy ulicy Spokojnej 13 odbywa się mój wersniaż ( mój i Domci) o godzienie 19.00 , więc jeśli masz chwilkę, to byłoby mi bardzo miło, gdybyś przyszła/przyszedł. :)
Po wystawię będę mieć troszkę więcej luzu, chciałabym zrobić wiele sesji; czuję,że muszę iść do przodu, coś zrobić, coś zdziałać. Mam w głowie mega opór kombinacji na zdjęcia, dziwne połączenia, to może być strzał w 10.
Co do szkoły - jakoś. Oprócz tego, że nie chce mi się do niej chodzić, nie chodzi już nawet o całokształ szkoły, ale Ci ludzie niektórzy przyprawiają mnie o takiego nerwa, że pojęcia nie macie. Z tym ,że jestem w trzeciej klasie technikum dopiero za rok będę mieć studniówkę (o ile zdam hehe). No i teraz trzeba ją jakoś zorganizować, więc jest szał macic, wielkie poruszenie NIE TA SALA JEST BRZYDKA, A WIDZIAŁAŚ TE BELKI? SPADNĄ CI NA GŁOWĘ; JA MUSZĘ CZUĆ SIĘ JAK KSIĘŻNICZKA, WYBIERAMY PAŁAC ZA 1200 ZŁOTY OD OSOBY!
JA PIERYKAM ludzie!! Czy to jest ważne? Nie patrzmy też tak na wystrój, patrzmy na to żeby się dobrze bawić w gronie takim, jakim jesteśmy. Nie liczy się miejsce, tylko to, żeby mieć jak najlepsze wspomnienia. Może jestem dziwna i mam myślenie debila, ale dla mnie ta cała impreza mogłaby się odbyć na sali gimanstycznej... Kameralnie, oficjalnie i w ogóle. Na głupotę ludzi nic się nie poradzi.
Moje życie w ostatnich dniach przypomina kocioł, wszystkiego jest za dużo i to jeszcze tak pogmatwane, gorzej niż słuchawki zostawione w kieszeni. WŁAŚNIE, dziś biorąc bezrękawnik z szafy, włożyłam rękę do kieszeni i znalazłam słuchawki, których szukałam ponad rok! A już zaczęłam podjrzewać tate, że sobie wiecie, przywłaszczył i że niby jego, mój tatuniek bardzo lubi taki styl.
Ale co do tego syfu zamiast życia - stwierdziłam,że nie będę udawać dorosłej. Życie ma się jedno, a nie chce go zmarnować nie kierowanie się tylko tym co wypadałoby zrobić albo podobne takie pierdoły. Nie czuje kompletnie, że się spełniam. Do czego bym się nie dotknęła to jest jeszcze gorzej i zastanawiam się czy to jest po prostu jakieś przesilenie wiosenne (mhm, ta) czy jest już coś ze mną nie tak. Nie jestem w stanie zrozumieć serio pewnych swoich decyzji, Raz coś kończę, potem do tego wracam , ale lekko zmieniam, żeby wszystkim odpowiadało. Nie patrząc na siebie. Wiem,że teraz zaprzeczam sama sobie i poprzedniom wpisom. Wcześniej wydawałam się bardzo konsekwentna i wiedziałam co robię... ale teraz. Teraz jest inaczej. Totalnie się pogubiłam. I wiecie co? Najchętniej to bym się spakowała i sobie gdzieś pojechała na weekend albo coś. Odpoczeła od tego pierdzielnika co jest dookoła mnie, odetchnęła innym powietrzem, a przede wszystkim zresetowała mózg i dopiero wtedy wróciła z nowymi decyzjami i wyjściami.
Może to nie jest wcale zły pomysł, hmm...
~W.
niedziela, 3 kwietnia 2016
Rozstania
Wiadomo co boli człowieka najbardziej - utrata kogoś bliskiego, w każdy sposób. Większość nie wie jak ma sobie z tym poradzić, co zrobić, żeby o tym nie myśleć, żeby zapomnieć. Nie dam Wam tu wskazówek co i jak, bo sama jestem w takiej dupie, tak, to ja, znowu singielka, chociaż imię "Wiktoria" z singielka się nie rymuje, to jednak.
Zaczęłam się bardzo zastanawiać nad ideą związków. Doszłam o wniosku (KOLEJNY RAZ) , że się po prostu do takiej relacji nie nadaję. I to wcale nie chodzi o to, że się użalam w ten sposób, tylko już któryś tam (hehe) raz, gdzie coś nie pykło. Po co mam się w to pchać? Jakby nie patrzeć związek to są same ograniczenia, nie chcę nazwać tego brzydko "problemem". Przecież w pojedynkę niby jest łatwiej... Ale czasami brakuje ciepła drugiej osoby, wsparcia, cokolwiek. Byle była.
Najbardziej bolą wypowiedziane te dwa, ważne słowa bez żadnego uczucia. Dają nadzieję, bardzo niewłaściwą. Każde nieodwzajemnione uczucie boli tak samo - odrobiona słodyczy i masa goryczy.A jeśli on Cię nie chce, musisz oswoić swoją samotność i przestać na niego czekać.
Mam dość udawania że nic się nie stało, chociaż stało się wszystko. Dlaczego ludzie po prostu nie są ze sobą na zawsze? Tyle byłych, "exów" , pierwszych miłości, musi znaleźć na nowo swoje miejsce...
~~W.
Zaczęłam się bardzo zastanawiać nad ideą związków. Doszłam o wniosku (KOLEJNY RAZ) , że się po prostu do takiej relacji nie nadaję. I to wcale nie chodzi o to, że się użalam w ten sposób, tylko już któryś tam (hehe) raz, gdzie coś nie pykło. Po co mam się w to pchać? Jakby nie patrzeć związek to są same ograniczenia, nie chcę nazwać tego brzydko "problemem". Przecież w pojedynkę niby jest łatwiej... Ale czasami brakuje ciepła drugiej osoby, wsparcia, cokolwiek. Byle była.
Najbardziej bolą wypowiedziane te dwa, ważne słowa bez żadnego uczucia. Dają nadzieję, bardzo niewłaściwą. Każde nieodwzajemnione uczucie boli tak samo - odrobiona słodyczy i masa goryczy.A jeśli on Cię nie chce, musisz oswoić swoją samotność i przestać na niego czekać.
Mam dość udawania że nic się nie stało, chociaż stało się wszystko. Dlaczego ludzie po prostu nie są ze sobą na zawsze? Tyle byłych, "exów" , pierwszych miłości, musi znaleźć na nowo swoje miejsce...
~~W.
wtorek, 9 lutego 2016
Jak być szczęśliwym?
Czasami mam dziwne myśli w głowie dotyczące różnych różności, nie skupiają się tylko w jednym temacie. Ostatnio jak Wam już wspominałam mam gorsze dni, czasami jest mi smutno, raz policzki mnie bolą od uśmiechania... ale czy to jest szczery uśmiech? Czy na prawdę jestem szczęśliwa? A może to moja maska?
Bardzo ciężko jest osiągnąć pełnie szczęścia. Obserwuje ludzi i ich zachowania. Troszkę Was szpieguję, ale pomaga mi to Was po części zrozumieć, no i jakoś pomóc.
Mam parę punktów, które muszę zrealizować. Wczoraj pewna osoba, na której zdaniu mi zależy powiedziała jedno zdanie - "powinnaś troszczyć się o swój tyłek, a nie o innych" .
1. Zamknąć pewne rozdziały, szafki w swoim życiu i wypełniać te świeże, pełne nowych wrażeń, wspomnień i doświadczeń - dlaczego jest to dla mnie ważne? Doszłam do wniosku,że nie warto jest patrzyć w przeszłość. Liczy się to co jest TERAZ. Po co mamy rozpamiętywać głupotki,które popełnieliśmy, przecież w końcu z tego składa się życie - z błędów.
2. Skupić się na tym co jest na prawdę dla nas istotne i z czego czerpiemy radość - dlaczego robimy coś, czego nie chcemy? spełniamy wolę innych, nie patrząc na siebie? Trzeba zacząć myśleć o sobie, o swoich potrzebach, zacząć wymagać od siebie więcej. Musimy zająć się SOBĄ. Usiąść na chwile i zastanowić się - co chciałabym/chciałbym dla siebie zrobić? Potem po prostu podnieść tyłek i to zrobić.
3.Popełniać błędy - pewnie myślicie, że zwariowałam, ale jednak nie tym razem, Popełnianie błędów, przynajmniej dla mnie, jest bardzo ważne. Człowiek się na nich uczy, czerpie z tego jakąś lekcję, całe nasze życie się z tego składa. Ponosimy jakąś nauczkę i wiemy, że nie możemy tego robić. A nawet jeśli popłeniamy ją pare razy, ale nie odnisomy jakiś zbyt negatywnych skutków i uznajemy że ten błąd był nawet tym pozytywnym - prościej - jeśli czujemy się z tym szczęśliwi i nie mamy wyrzutów sumienia to dla nas lepiej. Musimy patrzeć co nas CIESZY. Nawet jeśli to jest ten błąd "głupotka"
4. Nie patrzeć na innych - zwróćmy uwagę na siebie i na swoje potrzeby. Róbmy to, co uczyni nas szczęśliwym. W końcu o to chodzi w życiu - by być szczęśliwym. Czujmy, kochajmy, żyjmy. Patrzmy co potrzeba NAM, nie innym. Czasami trzeba przestać myśleć o dobrach innych, powinniśmy poukładać sobie w głowie pewne sprawy,skupić się na tym co na prawdę jest ważne, czerpać z tego jak najwięcej i cieszyć się tym.
5. Kochajmy, doceniajmy - większość z nas nie docenia tego co ma, patrzy na resztę, dąży ślepo za pieniędzmi, jakby one miały uszczęśliwić. To nie pieniądze dają szczęście, tylko ludzie , którzy nas otaczają. Co nam z majątku, skoro nie mamy z kim go dzielić? Miłości nie można udać, albo się kocha albo nie. Dlaczego większość związków się rozpada? Poprzez niepewność. Dlatego jeśli nie jesteśmy pewni, czy chcemy z kimś dzielić nasze życie, nie mieszajmy się w żadne związki,bo to najprościej w świecie nie wypali, a my łatwym sposobem zaoszczędzimy bólu tej drugiej osobie. Natomiast jeśli kogoś kochamy, utwierdzajmy w tym przekonaniu tę osobę, ona musi CZUĆ,że jest kochana, musi być dopieszczana, nawet jeśli miał by to być głupi sms rano "Miłego dnia". Widzieć uśmiech ukochanej osoby, bądź wiedzieć,że tak się stanie i to właśnie MY się do tego przyczyniliśmy chyba jest najlepszym uczuciem na ziemi. DOCENIAJMY za to, że to nas wybrała, że ją mamy i możemy na niej polegać. Kiedy mamy chwile zwątpienia, przypomnijmy sobie,że przecież mamy dla kogo żyć - czy to dla rodziny, czy właśnie dla tej wyjątkowej osoby. Kochajmy się na codzień, okazujmy to na codzień, a nie tylko w dzień zakochanych. Nie wstydzmy się tego. Powinniśmy być z tego DUMNI i się tym wręcz chwalić.
6. Żyjmy, po prostu - chyba nie muszę tego tłumaczyć, ale na wszelki wypadek napiszę co mam na myśli. Otóż, żyjmy dla siebie, dla tej drugiej osoby. Patrzymy wprzód, nigdy w tył. Czasu nie da się cofnąć,dlatego róbmy wszystko tak, żebyśmy niczego nie żałowali. Żyjmy PEŁNIĄ życia.
Przeszłości nie zmienimy, popełniajmy błędy i uczmy się na nich. Kochajmy i bądźmy kochani. Szanujmy, czujmy, doceniajmy.
ŻYJMY.
Bardzo ciężko jest osiągnąć pełnie szczęścia. Obserwuje ludzi i ich zachowania. Troszkę Was szpieguję, ale pomaga mi to Was po części zrozumieć, no i jakoś pomóc.
Mam parę punktów, które muszę zrealizować. Wczoraj pewna osoba, na której zdaniu mi zależy powiedziała jedno zdanie - "powinnaś troszczyć się o swój tyłek, a nie o innych" .
1. Zamknąć pewne rozdziały, szafki w swoim życiu i wypełniać te świeże, pełne nowych wrażeń, wspomnień i doświadczeń - dlaczego jest to dla mnie ważne? Doszłam do wniosku,że nie warto jest patrzyć w przeszłość. Liczy się to co jest TERAZ. Po co mamy rozpamiętywać głupotki,które popełnieliśmy, przecież w końcu z tego składa się życie - z błędów.
2. Skupić się na tym co jest na prawdę dla nas istotne i z czego czerpiemy radość - dlaczego robimy coś, czego nie chcemy? spełniamy wolę innych, nie patrząc na siebie? Trzeba zacząć myśleć o sobie, o swoich potrzebach, zacząć wymagać od siebie więcej. Musimy zająć się SOBĄ. Usiąść na chwile i zastanowić się - co chciałabym/chciałbym dla siebie zrobić? Potem po prostu podnieść tyłek i to zrobić.
3.Popełniać błędy - pewnie myślicie, że zwariowałam, ale jednak nie tym razem, Popełnianie błędów, przynajmniej dla mnie, jest bardzo ważne. Człowiek się na nich uczy, czerpie z tego jakąś lekcję, całe nasze życie się z tego składa. Ponosimy jakąś nauczkę i wiemy, że nie możemy tego robić. A nawet jeśli popłeniamy ją pare razy, ale nie odnisomy jakiś zbyt negatywnych skutków i uznajemy że ten błąd był nawet tym pozytywnym - prościej - jeśli czujemy się z tym szczęśliwi i nie mamy wyrzutów sumienia to dla nas lepiej. Musimy patrzeć co nas CIESZY. Nawet jeśli to jest ten błąd "głupotka"
4. Nie patrzeć na innych - zwróćmy uwagę na siebie i na swoje potrzeby. Róbmy to, co uczyni nas szczęśliwym. W końcu o to chodzi w życiu - by być szczęśliwym. Czujmy, kochajmy, żyjmy. Patrzmy co potrzeba NAM, nie innym. Czasami trzeba przestać myśleć o dobrach innych, powinniśmy poukładać sobie w głowie pewne sprawy,skupić się na tym co na prawdę jest ważne, czerpać z tego jak najwięcej i cieszyć się tym.
5. Kochajmy, doceniajmy - większość z nas nie docenia tego co ma, patrzy na resztę, dąży ślepo za pieniędzmi, jakby one miały uszczęśliwić. To nie pieniądze dają szczęście, tylko ludzie , którzy nas otaczają. Co nam z majątku, skoro nie mamy z kim go dzielić? Miłości nie można udać, albo się kocha albo nie. Dlaczego większość związków się rozpada? Poprzez niepewność. Dlatego jeśli nie jesteśmy pewni, czy chcemy z kimś dzielić nasze życie, nie mieszajmy się w żadne związki,bo to najprościej w świecie nie wypali, a my łatwym sposobem zaoszczędzimy bólu tej drugiej osobie. Natomiast jeśli kogoś kochamy, utwierdzajmy w tym przekonaniu tę osobę, ona musi CZUĆ,że jest kochana, musi być dopieszczana, nawet jeśli miał by to być głupi sms rano "Miłego dnia". Widzieć uśmiech ukochanej osoby, bądź wiedzieć,że tak się stanie i to właśnie MY się do tego przyczyniliśmy chyba jest najlepszym uczuciem na ziemi. DOCENIAJMY za to, że to nas wybrała, że ją mamy i możemy na niej polegać. Kiedy mamy chwile zwątpienia, przypomnijmy sobie,że przecież mamy dla kogo żyć - czy to dla rodziny, czy właśnie dla tej wyjątkowej osoby. Kochajmy się na codzień, okazujmy to na codzień, a nie tylko w dzień zakochanych. Nie wstydzmy się tego. Powinniśmy być z tego DUMNI i się tym wręcz chwalić.
6. Żyjmy, po prostu - chyba nie muszę tego tłumaczyć, ale na wszelki wypadek napiszę co mam na myśli. Otóż, żyjmy dla siebie, dla tej drugiej osoby. Patrzymy wprzód, nigdy w tył. Czasu nie da się cofnąć,dlatego róbmy wszystko tak, żebyśmy niczego nie żałowali. Żyjmy PEŁNIĄ życia.
Przeszłości nie zmienimy, popełniajmy błędy i uczmy się na nich. Kochajmy i bądźmy kochani. Szanujmy, czujmy, doceniajmy.
ŻYJMY.
niedziela, 5 października 2014
List w butelce
We wtorek kupiłam sobie książkę Nicholasa Sparksa "List w butelce". Opowiada nam historię kobiety koło trzydziestki - wysokiej wysportowanej brunetki, bardzo atrakcyjnej jak na swój wiek. Ma ona syna Kevina. Jest rozwódką, długo borykała się z samotnością, aż pewnego razu jej najlepsza przyjaciółka Daenna (czy jakoś tak) zaproponowała jej żeby wpadła do niej na weekend nad morze. Nasza główna bohaterka Theresa nie odmówiła - przydała się jej odskocznia od pracy w redakcji. Pewnego deszczowego poranka wybrała się na jogging, myśląc,że będzie to dzień jak codzień. Kiedy wraca już do domu, zobaczyła butelkę na brzegu - "chociaż zrobię dziś jeden dobry uczynek" pomyślała i podchodząc do butelki nie zdawała sobie sprawy co może ją zaraz spotkać. Wzięła ją do ręki i zobaczyła że coś jest w środku, odkorkowała ją. Trochę ze strachem i z przyśpieszonym biciem serca rozwinęła papier i zaczęła czytać. List był kierowany do zmarłej żony, opisane były uczucia z którymi walczy mężczyzna, przede wszystkim z samotnością. Po powrocie do domu przyjaciółka Theresy zapytała się czy wszystko w porządku i czemu na listość boską jest cała zapłakana. Kobieta opowiedziała o zajściu na plaży.Starsza koleżanka stwierdziła że to idealny materiał na artykuł, jednak nasza bohaterka nie była z tego bardzo zadowolona, ale się zgodziła, podpisując postaci z listu ich inicjałami. Po ukazaniu się artykułu Theresa dostała wiele maili, listów, telefonów jak bardzo wzruszył jej czytelników list opublikowany w gazecie. Dostała faxem kolejne dwa listy, tak samo piękne jak ten który sama znalazła. Kobieta z jednej strony się cieszyła,a z drugiej bardzo chciała poznać mężczyznę, który napisał ten list. Jej przyjaciółka zmusiła ją wręcz żeby pojechała i przekonała się z kim może mieć do czynienia. Daenna znalazła po nazwie łodzi, która była liście, osobę, która napisała list. Zarezerwowała Theresie bilet i hotel, a następnego dnia, nasza bohaterka była już w Willmington...
Znalezienie tajemnicznego mężczyzny było dość proste - miał sklep ze sprzętem do nurkowania. Kobieta zaraz się tam udała i znalazła w sklepie wiszącą ramkę i artykuł o łodzi i o samym Gerrecie (imię autora listów). Postanowiła udać się do portu i odszukać łódź. Okazało się że był to strzał w dziesiątkę. Gerret (wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, brunet, o pięknych błękitnych oczach.) zaprosił ją wieczorem na krótki rejs - kobieta zaimponowała mu zainteresowaniem o łodzi, nie każda osoba, a tym bardziej kobieta, znała się na rzeczy. Jak to wszystko się dalej potoczyło? Otóż wszystko szło na dobrą drogę, gdy pewnego dnia gdy Gerret był u Theresy, która wyszła z mieszkania na chwilę do sklepu, znalazł listy. Co za paradoks.
Mężczyzna nie mógł wybaczyć Theresie czemu nie powiedział mu na samym początku o listach, w sumie, co Wy byście zrobili na jej miejscu? Myślę, że większość z nas zachowałaby się jak główna bohaterka. Moim zdaniem nie okłamała Gerreta - jej zamiary były szczere, nie chodziło jej tylko o materiały do artykułów. Chciała poznać autora, jakby okazał się zupełnie inny niż w listach, drugiego dnia by wróciła do Bostonu, jednak została...
Wściekły mężczyzna wrócił do domu, aby kolejnego ranka otworzyć drzwi i zobaczyć w progu Theresę. Kochali się, dużo rozmawiali. Miło wszystko dobrze się skończyć, przynajmniej ja tak myślałam, lecz zwrot akcji potoczył się ku zerwaniu ze sobą i powrotu bohaterki do domu.
Po roku zadzwonił telefon Theresy, gdy wykonywała zwyczajną robotę - to ojciec Gerreta. Poprosił o to,by Theresa przyleciała do Willimngton. Theresa nie wiedziała czego może się spodziewać. Ojciec chłopaka oświadczył jej że syn wypłynął i już nie wrócił... Jego ciało znaleźli dwa dni temu.
Kobieta długo dochodziła do siebie, nie wychodziła z domu. Jej przyjaciółka się opiekowała zarównie nią, jak i Kevinem. Gdy już była w miarę opanowana emocjonalnie, zobaczyła w swojej gromadce poczty list. Był od jej miłości.
Mężczyzna opisuje, że to jego zmarła żona pokierowała list do niej,że akurat ona miała go znaleźć, że jest jego przeznaczeniem i że będzie o nią walczył, prosi o wybaczenie i o drugą szanse.
Po roku, kobieta wraca na tę samą plażę gdzie znalazła list, tym razem odpowiadając na swój.
" Ukochany,
Zaledwie rok minął od czasu, gdy siedziałam z Twoim ojcem w kuchni. Jest późno w nocy i chociaż z trudem znajduję słowa,nie mogę się oprzeć uczuciu, że nadeszła pora, abym odpowiedziała na Twój list.
Oczywiście, że Ci wybaczam. Wybaczam Ci teraz i wybaczyłam Ci w chwili gdy przeczytałam list. Zerwanie z Tobą było takie trudne, po raz drugi byłoby to niemożliwe. Kochałam Cię za bardzo,żeby ponownie zostawić.Ciągle zastanawiam się, co mogłoby się wydarzyć,ale czuję głęboką wdzięczność dla losu,że znalazłeś się w moim życiu,chociaż na tak krótko. Założyłam,że spotkaliśmy się, abym pomogła Ci przeżyć okres rozpaczy. Teraz, po roku, doszłam do wniosku,że było odwrotnie.
Jak na ironię, znalazłam się w tym samym miejscu, w którym Ty byłeś, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Gdy piszę, mocuję się z duchem kogoś, kogo bardzo kochałam. Teraz rozumiem, jak ciężko Ci było pogodzić się ze stratą i jak bolesne musiały być próby życia, jakby nic się nie stało. Czasami ogarnia mnie rozpacz, i chociaż wiem,że już nigdy się nie zobaczymy,część mnie chce pozostać przy Tobie na zawsze. Gdybym mogła się zakochać w kimś inny, może wtedy zbladłoby wspomnienie o Tobie. Oto paradoks. Ponieważ tak bardzo za Tobą tęsknie,ze względu na Ciebie nie lękam się przyszłości. Zakochałeś się we mnie, więc dałeś mi nadzieję. Nauczyłeś mnie,że można żyć dalej bez względu na rozpacz i żal.
Nie sądzę,abym była gotowa, ale to jest mój wybór. Nie obwiniaj się. Dzięki Tobie mam nadzieję,że przyjdzie dzień, w którym mój smutek zastąpi miłość. Dzięki Tobie mam siłę żyć dalej.
Nie wiem, czy umarli mogą wrócić na ziemię, choćby niewidzialni, od tych, których kochali,ale jeśli mogą, wiem że zawsze przy mnie będziesz. Kiedy słucham szumu oceanu, wydaje mi się , że to Twój szept. Gdy chłodna bryza pieści mój policzek, czuję,że jesteś przy mnie. Nie ma znaczenia, kto zjawi się w moim życiu. Stoisz teraz obok Boga, obok mojej duszy,pomagasz mi, kierujesz ku przeszłości,której nie potrafię przewidzieć.
Nie jest to pożegnanie, ukochany,ale podziękowanie. Dziękuję,że zjawiłeś się w moim życiu i dałeś radość. Dziękuję,że mnie kochałeś,że w zamian przyjąłeś moją miłość. Dziękuję,za wspomnienia,które będą ze mną na zawsze. Jednak najbardziej dziękuję za to, że pokazałeś mi, iż nadejdzie czas, kiedy będę mogła pozwolić Ci odejść.
T."
Wyrzuciła butelkę z całej siły i patrząc jak powoli znika jej z oczu kierując się w głąb oceanu, wróciła do samochodu z pewnością, że Garret dostanie list.
Znalezienie tajemnicznego mężczyzny było dość proste - miał sklep ze sprzętem do nurkowania. Kobieta zaraz się tam udała i znalazła w sklepie wiszącą ramkę i artykuł o łodzi i o samym Gerrecie (imię autora listów). Postanowiła udać się do portu i odszukać łódź. Okazało się że był to strzał w dziesiątkę. Gerret (wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, brunet, o pięknych błękitnych oczach.) zaprosił ją wieczorem na krótki rejs - kobieta zaimponowała mu zainteresowaniem o łodzi, nie każda osoba, a tym bardziej kobieta, znała się na rzeczy. Jak to wszystko się dalej potoczyło? Otóż wszystko szło na dobrą drogę, gdy pewnego dnia gdy Gerret był u Theresy, która wyszła z mieszkania na chwilę do sklepu, znalazł listy. Co za paradoks.
Mężczyzna nie mógł wybaczyć Theresie czemu nie powiedział mu na samym początku o listach, w sumie, co Wy byście zrobili na jej miejscu? Myślę, że większość z nas zachowałaby się jak główna bohaterka. Moim zdaniem nie okłamała Gerreta - jej zamiary były szczere, nie chodziło jej tylko o materiały do artykułów. Chciała poznać autora, jakby okazał się zupełnie inny niż w listach, drugiego dnia by wróciła do Bostonu, jednak została...
Wściekły mężczyzna wrócił do domu, aby kolejnego ranka otworzyć drzwi i zobaczyć w progu Theresę. Kochali się, dużo rozmawiali. Miło wszystko dobrze się skończyć, przynajmniej ja tak myślałam, lecz zwrot akcji potoczył się ku zerwaniu ze sobą i powrotu bohaterki do domu.
Po roku zadzwonił telefon Theresy, gdy wykonywała zwyczajną robotę - to ojciec Gerreta. Poprosił o to,by Theresa przyleciała do Willimngton. Theresa nie wiedziała czego może się spodziewać. Ojciec chłopaka oświadczył jej że syn wypłynął i już nie wrócił... Jego ciało znaleźli dwa dni temu.
Kobieta długo dochodziła do siebie, nie wychodziła z domu. Jej przyjaciółka się opiekowała zarównie nią, jak i Kevinem. Gdy już była w miarę opanowana emocjonalnie, zobaczyła w swojej gromadce poczty list. Był od jej miłości.
Mężczyzna opisuje, że to jego zmarła żona pokierowała list do niej,że akurat ona miała go znaleźć, że jest jego przeznaczeniem i że będzie o nią walczył, prosi o wybaczenie i o drugą szanse.
Po roku, kobieta wraca na tę samą plażę gdzie znalazła list, tym razem odpowiadając na swój.
" Ukochany,
Zaledwie rok minął od czasu, gdy siedziałam z Twoim ojcem w kuchni. Jest późno w nocy i chociaż z trudem znajduję słowa,nie mogę się oprzeć uczuciu, że nadeszła pora, abym odpowiedziała na Twój list.
Oczywiście, że Ci wybaczam. Wybaczam Ci teraz i wybaczyłam Ci w chwili gdy przeczytałam list. Zerwanie z Tobą było takie trudne, po raz drugi byłoby to niemożliwe. Kochałam Cię za bardzo,żeby ponownie zostawić.Ciągle zastanawiam się, co mogłoby się wydarzyć,ale czuję głęboką wdzięczność dla losu,że znalazłeś się w moim życiu,chociaż na tak krótko. Założyłam,że spotkaliśmy się, abym pomogła Ci przeżyć okres rozpaczy. Teraz, po roku, doszłam do wniosku,że było odwrotnie.
Jak na ironię, znalazłam się w tym samym miejscu, w którym Ty byłeś, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Gdy piszę, mocuję się z duchem kogoś, kogo bardzo kochałam. Teraz rozumiem, jak ciężko Ci było pogodzić się ze stratą i jak bolesne musiały być próby życia, jakby nic się nie stało. Czasami ogarnia mnie rozpacz, i chociaż wiem,że już nigdy się nie zobaczymy,część mnie chce pozostać przy Tobie na zawsze. Gdybym mogła się zakochać w kimś inny, może wtedy zbladłoby wspomnienie o Tobie. Oto paradoks. Ponieważ tak bardzo za Tobą tęsknie,ze względu na Ciebie nie lękam się przyszłości. Zakochałeś się we mnie, więc dałeś mi nadzieję. Nauczyłeś mnie,że można żyć dalej bez względu na rozpacz i żal.
Nie sądzę,abym była gotowa, ale to jest mój wybór. Nie obwiniaj się. Dzięki Tobie mam nadzieję,że przyjdzie dzień, w którym mój smutek zastąpi miłość. Dzięki Tobie mam siłę żyć dalej.
Nie wiem, czy umarli mogą wrócić na ziemię, choćby niewidzialni, od tych, których kochali,ale jeśli mogą, wiem że zawsze przy mnie będziesz. Kiedy słucham szumu oceanu, wydaje mi się , że to Twój szept. Gdy chłodna bryza pieści mój policzek, czuję,że jesteś przy mnie. Nie ma znaczenia, kto zjawi się w moim życiu. Stoisz teraz obok Boga, obok mojej duszy,pomagasz mi, kierujesz ku przeszłości,której nie potrafię przewidzieć.
Nie jest to pożegnanie, ukochany,ale podziękowanie. Dziękuję,że zjawiłeś się w moim życiu i dałeś radość. Dziękuję,że mnie kochałeś,że w zamian przyjąłeś moją miłość. Dziękuję,za wspomnienia,które będą ze mną na zawsze. Jednak najbardziej dziękuję za to, że pokazałeś mi, iż nadejdzie czas, kiedy będę mogła pozwolić Ci odejść.
T."
Wyrzuciła butelkę z całej siły i patrząc jak powoli znika jej z oczu kierując się w głąb oceanu, wróciła do samochodu z pewnością, że Garret dostanie list.
Subskrybuj:
Posty (Atom)